Przyszedłem, abym ogień puścił na ziemię, i czegoż chcę, jeśli już gore? (…) Mniemacie, abym przyszedł, pokój dawać na ziemię? Bynajmniej, powiadam wam, ale rozerwanie. Albowiem od tego czasu będzie ich pięć w domu jednym rozerwanych, trzej przeciwko dwom, a dwaj przeciwko trzem. Powstanie ojciec przeciwko synowi, a syn przeciwko ojcu, matka przeciwko córce, a córka przeciwko matce, świekra przeciwko synowej swojej, a synowa przeciwko świekrze swojej (Łuk. 12:49,51-53).
Dziwnie brzmią takie słowa w ustach Księcia Pokoju, Łagodnego Mistrza, prawda? Ale chyba każdy się zgodzi, że nie był On żadnym rewolucjonistą ani szerzycielem niepokojów społecznych. Nie znamy też ani jednej historii, w której podkładałby On ogień, dokonywał zniszczeń, wniosek stąd, że przesłanie to jest metaforą. Metaforą czego? Myślę, że głębokiego podziału, który rozdwoi ludzkość na tych, którzy idą za Nim i na Jemu przeciwnych. Ten podział rozdwaja nawet pojedynczego człowieka, zgodnie z wersetem z Hebr. 4:12.