Jeszcze niedawno żyliśmy w przekonaniu, że zero stopni Fahrenheita (-18°C) to głębia zimna nie do wytrzymania. Już nawet kilkanaście stopni nad zerem straszyło – dopóki pewnego styczniowego dnia nie ogłoszono, że w porze wyjścia do pracy temperatura „stojąca”, jak sobie ją domowo nazywamy, wyniesie -29°C, ale ponieważ razem z ochłodzeniem wir polarny sprowadzi wiatry, to mrozu odczuwalnego będzie -44.